Świadomość bycia dłużnikiem

Wieloletnia praca z osobami zadłużonymi pozwoliła mi poznać dosyć dokładnie to, co dzieje się po tej „drugiej stronie”. Bardzo często zachowania dłużników powielają się i można uznać, że reagują według schematu. Wynika to z wielu czynników, jednak głównym z nich jest strach. Z mojego doświadczenia wynika, że jest to niepotrzebne.

„Mam dług i co dalej?”

Od tego wszystko się zaczyna, jednak to od danego człowieka zależy, co z tym zrobi. Można zaobserwować różne sytuacje:

  1. Osoba zadłużona stara się za wszelką cenę wyprzeć ze swojej świadomości fakt istnienia długu. Chce, aby jej życie toczyło się tak, jak dotychczas – czyli, kiedy zadłużenia jeszcze nie było. Jednak wierzytelność jest i powoli daje o sobie znać, np. telefonami z windykacji. Taka osoba nie odbiera połączeń od nieznanych numerów, nie kontaktuje się z wierzycielem. Zakładam, że takie zachowanie ugruntowane jest strachem przed konfrontacją z rzeczywistością i podjęciem konkretnych działań, jak chociażby umówienia się na spłatę ratalną.
  2. Spotkałam wielu ludzi, którzy wcale nie wstydzą się posiadanego problemu w postaci zobowiązania. Są przekonani, że przecież wszyscy mają długi i jest to całkowicie normalne. Poddają się windykacji, prowadzą rozmowy z windykatorami. Często deklarują wpłaty, których nie realizują.
  3. Są też osoby, które w momencie rozmowy windykacyjnej reagują wręcz skrajnymi emocjami. Pojawiają się krzyki, wulgaryzmy lub płacz. Czasami nasuwa się pytanie, czy takie zachowania nie są z ich strony celowe – aby jak najszybciej zakończyć trudną rozmowę o zadłużeniu.

Wszystkie trzy przykłady są zdecydowanie napędzane strachem. Rozmowa o niezapłaconych rachunkach nie należy do najprzyjemniejszych – zwłaszcza z obcą osobą, która dzwoni z windykacji.

Świadomość bycia dłużnikiem

Zadłużenie powstało. Czy był to rachunek za telefon, o którym po prostu zdarzyło się zapomnieć, czy chodzi o ratę kredytu, na którą w danym miesiącu nie wystarczyło. Ważne jest, co było powodem zaniedbania i warto o tym pamiętać – choćby po to, aby nie powtórzyć takiej sytuacji.

Proces odzyskania należności zawsze zależy od Wierzyciela. To on decyduje o tym, czy samodzielnie spróbuje odzyskać pieniądze, czy zleci windykację profesjonalistom. Może również spróbować wezwać osobę zalegającą ze spłatą wezwaniem, a następnie skierować przeciwko niej pozew sądowy. Z doświadczenia wiem, że najczęściej firmy czy kancelarie, którym zlecono działania odzyskiwania długu, „dają szansę” spłaty polubownej – bez uciążliwych kosztów sądowych, a w konsekwencji też bez udziału komornika.

Bardzo ważna jest pierwsza rozmowa z osobą zadłużoną. Jako specjalista staram się wyczuć stosunek takiej osoby do sytuacji, w jakiej oboje się znaleźliśmy. Pojawia się pytanie, czy człowiek, z którym rozmawiam traktuje mnie poważnie, czyli również czy traktuje poważnie Wierzyciela, którego wówczas reprezentuję. Czy rzeczywiście chce podejść do sprawy uczciwie? Czy w pełni zdaje sobie sprawę, że w chwili obecnej stał się dłużnikiem.

„Ja naprawdę chcę to spłacić, ale nie mam pieniędzy!”

Szanowni Państwo, wieloletnia praca ze stroną dłużną nauczyła mnie bardzo ważnej zasady. Otóż jest to tzw. „zasada partnerstwa”.  Nie wyobrażam sobie prowadzić rozmów z osobami zadłużonymi bez wzajemnego szacunku, chęci współpracy, a wreszcie konstruktywnych wniosków. Osoby po tej drugiej stronie często zapominają o moim człowieczeństwie. Ja również kończę pracę, wracam do domu, zaparzam herbatę, czytam książkę i też płacę rachunki. Jako dorosły człowiek wiem, jak wygląda życie i ile kosztuje. Jeśli więc staje przede mną mężczyzna, który jest  dłużny i z przyczyn – mniej lub bardziej zależnych od niego – nie jest możliwe, aby spłacił dług natychmiast, wtedy razem opracowujemy inne rozwiązanie.  Mam tu na myśli spłatę w ratach, co rzadko koliduje z interesem mojego  Klienta, który zlecił działania odzysku. Oczywistym  jest, że każdy chce odzyskać swoje pieniądze jak najszybciej, ale jeśli to nie jest w pełni realne – uważam, że lepiej odzyskać je w transzach, niż wcale.

Nigdy nie spotkałam się z sytuacją bez wyjścia. Jeśli obie strony chcą –  to zawsze się uda.

„To nie było takie straszne.”

Kiedy osoba zadłużona przełamie własne bariery strachu, wstydu czy czegokolwiek, co mogłoby powstrzymywać ją przed kontaktem z samym Wierzycielem, bądź osobami, które go reprezentują, sprawa staje się prosta. Nierzadko ludzie mówili mi „(…) tak bardzo się bałam zadzwonić…” albo „dziękuję za pomoc, szkoda, że wcześniej nie zadzwoniłem”. Właśnie o to w tym wszystkim chodzi.

Nie należy uciekać przed swoimi zobowiązaniami. One nie znikają.

Uważam, że im szybciej nastąpi kontakt w celu zwrotu należności, tym lepiej. Każdy dzień to wzrost zadłużenia, np. w postaci doliczanych odsetek. Szkoda zwiększać w ten sposób dług – w końcu to nasze pieniądze, na które wszyscy ciężko pracujemy.

 

Agata Kurant

Starszy Specjalista ds. windykacji

Absolwentka Wydziału Etnologii i Antropologii Kultury Uniwersytetu Wrocławskiego, wieloletnia specjalistka ds. windykacji, działająca na wrocławskim rynku firm obsługujących wierzytelności.

Profil autora
×